Image resize threshold of 10 remote images has been reached. Please use fewer remote images.
04
mrz.
2010
palikowski

Zwodowałem elnetserwis (w końcu)

Nie będę się rozpisywał mocno, bardziej z kronikarskiego obowiązku informuję, że udało mi się w końcu doprowadzić do uruchomienia odświeżonej strony elnetserwis.pl.

Strona (robiona dla przyjaciela - polecam jego firmę tak przy okazji :) ) jest odświeżona, niestety totalny brak czasu powoduje, że z doskoku poprawiam jeszcze to i owo, a firma dla której strona ma być wizytówką też jeszcze nie uzupełniła wszystkich treści, więc nie jest to dzieło w pełni ukończone. Najważniejsze, że działają już pewne funkcje ważne dla wprowadzania treści do katalogu usług (tu pomógł świetny sposób podpatrzony w screencaście o Node References), oraz listy rekomendacji. Pojedyncze rekomendacje oparte są oczywiście o szereg pól cck.

Pod spodem siedzi oczywiście mój ulubiony Drupal :). Jeśli chcielibyście zrobić sobie sami taką stronkę to zapraszam na elimu.pl do kursów o tym świetnym CMS. Kurs powstaje bardzo nieregularnie i ostatnio mocno wyprzedził mnie inny autor materiałów o drupalu - niejaki flyp. Do jego nagrań również zapraszam (chociaż to jakby konkurencja :P).

08
lt.
2010
palik

wpis z drupal editora

napisany na htc g1, a potem poprawiony w interfejsie www. Edycja działa, a polskie znaki też? byłoby świetnie.

Sprawdźmy jeszcze czy działa w drugą stronę - ążśźęćółń.

Czytelników bloga proszę o wyrozumiałość - testuję możliwości pisania bloga przez komórkę, za pomocą programu Drupal Editor...

o, właśnie odkryłem, że taksonomia działa :)

06
lt.
2010
palikowski

Them Crooked Vultures - łup w łeb

TCV i ich debiut zagościli w moim samochodowym radiosidiplejerze jakieś 2 miesiące temu. Płyta, słuchana na zmianę z elasticą, arctic monkeys i foo fighters, poleciała w drodze z pracy i do pracy jakieś 30 razy a może i więcej. Zakochałem się w niej jakoś tak po dziesiątym przesłuchaniu, ale miłość to niełatwa.

Nie jest to materiał na hit do eski. Nie puszczę tego żonie na romantycznej kolacji. Czasem nawet mam tej płyty dość, może za często jej słucham, a nie zawsze potrzebuję takich właśnie dźwięków - niełatwych w odbiorze. Jednak kiedy leci coś innego, często nie wytrzymuję braku Vulturesów i klikam next, next, next, aż popłyną nuty pierwszego numeru...

No One Loves Me & Neither Do I (tu legalnie można posłuchać) odkręcony na głośność do granicy bólu najzwyczajniej w świecie wbija mnie w fotel, wgniata w ucho swoje dźwięki, rozwałkowuje mózg i zostawia z niego sieczkę. Na dzisiejsze (niskie) standardy prezentowane przez większość kapel to powinny być ze 2 albo 3 kawałki, ale te różne pod względem rytmu, brzmienia, ekspresji i dramatyzmu etapy tej piosenki, tak mistrzowsko połączone w jeden numer świadczą o klasie zespołu. Po tych 5 minutach jestem już spacyfikowany i kolejne wciągam jak narkoman - ścieżka za ścieżką. Co prawda żaden numer nie powoduje już takiej euforii jak pierwszy (potrafię przy nim nieźle odlecieć), ale trzymają poziom naprawdę nieprzeciętny.

Jeśli chodzi o poziom - trudno żeby było inaczej. Zespół tworzą trzej giganci ciężkiego rocka - basista Led Zeppelin, pałkarz Nirvany, wokalista i gitarzysta Queens of the Stone Age - wystarczy? Panowie pasują do siebie doskonale i tworzą równie smakowite dźwięki - mieszankę starego i nowego grania, bez oglądania się na młodych, bez kłaniania się w pas starym, robią swoją muzykę.

Mówiąc krótko - jest pierdolnięcie.

Czuć tu jakąś szczerość, radość grania, pomysł na swoje brzmienie. Bardzo to miłe w zalewie identycznych kapel produkowanych masowo na potrzeby MTV2 czy innego koncernu. Słychać więc gęste gitary, histeryczny wokal, genialnie masywną sekcję rytmiczną. Kawałki są oryginalne ale znajdziemy tu brzmienia czy nawiązania do klasyki gatunku - na przykład jeden numer jest zaśpiewany niemal całkowicie w stylu The Cream.

Podsumowując - płyta trochę z innego czasu, niedzisiejsza, ale jednocześnie pokazująca, że ciężkie rockowe granie nadal może czymś zaskoczyć, dać ogromna frajdę słuchaczom i twórcom. Oby nie skończyło się na jednorazowym wystrzale - czekam na kolejne dowody ich talentu.

05
lt.
2010
palikowski

Accelerando - porno dla informatyka i futurologa

Kim jest Charles Stross? Żaden alarm nie zapalił się w mojej głowie kiedy trafiłem na jego książkę na stronie empiku. Kierując się intuicją wpisałem ją na listę prezentów jakie chciałbym dostać, a już tydzień później pod choinką znalazłem właśnie "Accelerando" .

Po pierwszych 50 stronach już wiedziałem, że będzie to mocny kop w dupę albo raczej głowę. Autor łączy wartką opowieść o losach rodziny (3 pokolenia żyjące w XXI wieku), z dość daleko idącą wizją rozwoju ekonomii, informatyki, ludzkiej wiedzy i interfejsów człowiek-maszyna. W swojej wizji rozwoju możliwości połączenia ludzi z maszynami i sztuczną inteligencją idzie o wiele dalej niż większość pisarzy, przynajmniej tych których czytałem do tej pory.

Zaczynamy od początku XXI wieku. Manfred, główny bohater, to dziecko nowych technologii - będący stale online, potrafiący sterować swoją teleobecnością za pomocą myśli. Rozmawiając z potencjalnym zleceniodawcą jednocześnie rozkazuje wirtualnym agentom wyszukanie jego danych, pisze bloga, wysyła propozycje do urzędu patentowego, obserwuje otoczenie za pośrednictwem satelity, chatuje z żoną, sprawdza stan konta a całość jego doznań sensorycznych ląduje się na serwerach przechowujących każdy szczegół z jego życia, w formie ogromnej bazy wiedzy. Wszystko to robi z pomocą interaktywnych gogli, których nawet chwilowa utrata powoduje szok - bez tych wszystkich wspomagaczy Manfred jest (umysłowo) jak dziecko we mgle.

W jego czasach powstają pierwsze sztuczne inteligencje, odbywają się próby wirtualizacji umysłu (transferu do wirtualnej przestrzeni działającej w komputerze), tworzone są pierwsze inteligentne instrumenty finansowe, działające jak naczynia połączone wirtualne korporacje, pierwsze rekonstrukcje osobowości nieżyjących ludzi na podstawie danych pozostawionych przez nich za życia w różnych systemach, nośnikach, wspomnieniach. Manfred jest świadkiem i jednocześnie jednym z ewangelizatorów nadchodzącej osobliwości (za Wikipedią - prognozowany punkt w przyszłym rozwoju cywilizacji, w którym postęp techniczny przyspiesza poza możliwość zrozumienia dzisiejszego człowieka.).

29
st.
2010
palikowski

Elastica - miłe zaskoczenie po latach

Lepszy rydz niż nic jak to mawiają, więc dziś notka o tym czego (między innymi) ostatnio słucham jadąc do pracy. Jak się domyślacie po tytule - będzie o kapeli Elastica.

Czasem warto odświeżyć sobie pamięć. Sentyment do dosłownie jednej piosenki, którą kojarzę sprzed lat, skłonił mnie do zapoznania się z twórczością kapeli. Okazało się że nagrali raptem 2 płyty (Elastica, wydane w 1995, oraz Menace, wydane w 2000), po czym malowniczo się rozpadli.

Obie płytki słucham już któryś raz i nie nudzą się wcale tak szybko jak na britpop przystało. Co więcej, wydawnictwo Elastica - Radio One Sessions, z 2003 roku, które również sobie zapuszczam, zawiera kilka nie wydanych nigdzie wcześniej numerów, a dodatkowo (z uwagi na inny skład oraz nagranie na żywo) brzmi o wiele ciekawiej niż studyjne płyty.

Dla mnie Elastica to przykład miłego odkrycia, że kapela, którą lat temu naście znałem z jednego kawałka (po prostu nie do zapomnienia jest ten jęk w numerze Line Up) nagrała całkiem sporo hiciorów, które do dziś cieszą melodią, pomysłem, surowym brzmieniem, lekkim punkowo-britpopowym klimatem.

Jeśli miałbym porównywać do czegoś co znam to powiedziałbym że trochę w tym Blur (w końcu gitarzystka i liderka Justine Frischmann była jakiś czas w związku z liderem Blur, niejakim Albarnem), trochę The Clash, No Means No, Fugazi, Nirvany, trochę słyszę takiego grania w dzisiejszych nagraniach CSS, Yeay Yeah Yeahs, Cool Kids of Death, podobnie swego czasu grała Republica i pewnie masa innych kapel (Elastica była zresztą oskarżana o podkradanie melodii innym kapelom, ale co tam :) ).

Siłą Elastiki jest moim zdaniem to, że kawałki nie są podobne do siebie, prawie zawsze zawierają jakiś fajny riff, zagrywkę, melodię, czy złamany rytm. Większość ma w sobie lekkość i pomysł - czasem jest to chórek, innym razem prawie dyskotekowy rytm, jednak podany w cięższym sosie, ale zdarzają się także ścieżki nieco rockowo-transowe, toczące się powoli jak walec drogowy, a nawet jakieś próby balladowe. Co najlepsze każdy kawałek spokojnie mógłby być hitem radiowym, a jednocześnie miłośnicy autentycznej i szczerej muzyki powinni być jak najbardziej zaspokojeni.

Brzmienie instrumentów jest surowe i w większości są to mocno (ale nie przesadnie) przesterowane gitary, podlane drobnymi elektronicznymi przeszkadzajkami. Sekcja gra fajne rytmy a bas często słychać jako że gra na granicy przesterowania - często też słychać charakterystyczny (mniamm) dźwięk palców jadących po strunach basówki czy gitary.

Bardzo też podoba mi się głos wokalistki - taki nieco znudzony, czasem nostalgiczny, niespieszny, a czasem trochę krzykliwy i histeryczny. Przypomina trochę wokal Courtney Love z kapeli Hole albo wokal z CSS.

Polecam zatem wszystkim, szczególnie tę radiową kompilację z 2003 roku, gdzie zespół słychać na żywca i czuć w tych nagraniach 'to coś'.

18
st.
2010
palikowski

Uchylę rąbka tajemnicy - jestem linuxowym dyletantem

Tytuł ma przyciągnąć wszystkich linuxiarzy, mam bowiem nadzieję, że trochę mi pomogą.

Ja się na linuchu nie znam, ale próbuję dokonać wyboru między 2 serwerami. Skoro się nie znam to robię testy godne nooba (laika, dyletanta), za co wszystkich wierzących w moją szeroką i głęboką wiedzę serdecznie przepraszam.

Skąd w ogóle wziął się temat? Osiołkowi w żłoby dano i mam do wyboru - zostać na obecnym dedyku albo iść na vps. Oba serwerki mają teoretycznie podobne parametry - 2gb ram, 80gb hdd, procek około 2x2ghz. Nowy VPS wydaje się o tyle lepszy, że maszyna "pod nim" ma możliwości większe niż obecny blade i w razie czego zasoby dla VPSa byłyby na pstryknięcie palcem zwiększone.

Od admina mam 2 strzępy informacji:

1. dedyk - maszyna z gatunku blade - http://www.b2net.co.uk/ibm/ibm_xseries_hs20_blade_server.htm, z 2gb ram i 1x80gb dysk, 2x2,4GHz,

2. nowy VPS - puszczony jest na maszynce w której siedzi Quad Core Phenom - 4 x 2 GHz, 2 serwerowe dyski SATA2 nearline 500 GB i 12 GB RAM :). Oczywiście na wirtualną maszynkę jest przeznaczone "tylko" 2gb i 2x2ghz, 80GB dysk.

No i z braku wiedzy i z powodu dziwnych odpowiedzi niektórych magików od linuxa na blipie, zrobiłem kilka partyzanckich testów, takich na czuja.

12
st.
2010
palikowski

Widać efekty Informatyzacji służby zdrowia

Miałem ostatnio nieprzyjemnośc stołować się w kilku placówkach świadczących usługi zdrowotno-medyczne.

  • Na miniwakacje nad morzem dojechałem z anginą ropną, co zaowocowało prywatną wizytą w ośrodku zdrowia w Wisełce,
  • Na święta moja 3-letnia córeczka Emilka dwa razy zawitała w szpitalu,
  • Na nowy rok ja i moja lepsza połowa wykonywaliśmy badania okresowe do pracy,

Obserwacje są dość ciekawe.

W Wisełce ośrodek wygląda jakby nie był remontowany 30 lat, poczekalnia przypomina dworzec kolejowy w Legnicy (nawet architektura jakaś znajoma i szarzyzna ta sama), a przy oknach można się nieźle przewiać, takie mają szpary. Za to prędkość obsługi pacjentów jest imponująca. Pierwsze zaskoczenie to kiedy pani w rejestracji spytała mnie o wszystkie dane, które wklepała do komputera. Przede mną było chyba 8 osób i przygotowałem się na godzinkę czekania. Drugie zaskoczenie - po 35 minutach wszedłem do gabinetu, czyli na osobę wypadało jakieś kilka minut.

Pani doktor spytała tylko o nazwisko, wybrała mnie w komputerze, spytała co dolega, jedną ręką i okiem zajrzała do gardła, w tym czasie drugą ręką i drugim okiem kliknęła w parę okienek, wcisnęła drukuj, laserowa drukarka bzyknęła receptę i już wystawiono mnie (nieco zaskoczonego) za drzwi.

23
gru.
2009
palikowski

Yerba vs Kawa - remis?

Jakiś czas temu postanowiłem zrobić coś z nałogiem picia 2 litrów kawy dziennie i zacząłem popijać yerbę (z ogromniastej tykwy - żona mi na urodziny kupiła). Wtedy kierowały mną dwa główne powody:
1) lans i chęć wypróbowania czegoś nowego,
2) picie 6 kubków kaw dziennie wywoływało już drgawy i potrzebowałem jakiegoś zastępstwa.

Muszę przyznać że oba cele zostały osiągnięte.

Lans wyszedł, bo prawie każdy znajomy widząc na moim biurku tykwę pytał cóż to takiego (niektórzy bardziej obcykani pytali od razu "yerba?", a nawet "o, też pijasz?"). Kilka osób nawet spróbowało. Potem oczywiście obowiązkowe śmichy chichy kiedy przychodził kilogram świeżego towaru (patrz zdjęcie) - wygląd i zapach plus pochodzenie (argentyna, ale wszyscy śmiali się że pewnie kolumbia) robią swoje.

Napój zastępczy dla kawy wyszedł jeszcze lepiej, chociaż nie obyło się bez pewnych potknięć. Po pierwsze upierdliwość przygotowania. Najpierw trzeba wylać fusy z poprzedniego dnia (wizyta w kiblu, bo jest tego sporo i umywalka zaraz się udławi), potem zasypać świeżynki i dopiero zalewać. Kawę można zawsze a) dopić zimniuchę z wczoraj, b) zasypać nowej, c) zalać. Przy stosowaniu rozpuszczalnej i dystrybutora z wodą mineralną mieścimy się w 20 sekundach. Yerba to już kilka minut więc czasem jak nic się nie chce robić to łatwiej zalać sobie kawuchę.

Po drugie Yerbę ciężej kupić - trzeba zamawiać internetowo a kawa jest w każdej melinie Ruchu na rogu. Cena też gra rolę, choć jakoś dużo drożej to nie wychodzi - pamiętajmy że raz zasypaną tykwę można zalewać cały dzień.

Co do działania pobudzającego - różnie to bywa. Są gatunki Yerby, które dają naprawdę porównywalnego kopa. Są takie, które nic nie dają, poza zaspokojeniem pragnienia i odruchu popijania czegokolwiek (który to odruch jest głównym powodem mojego picia 5-6 kaw dziennie o ile nie zrobię sobie yerby). Jednak tu zaznaczyć trzeba 2 argumenty za Yerbą - dla mnie decydujące. Chodzi mi o posmak i o skutki uboczne. Po 6 kawach mam przez kilka dni kapcia w gębie, a ręce i serducho potrafią nieźle klekotać. Po dowolnej ilości Yerby jeszcze coś takiego mi się nie przytrafiło.

23
gru.
2009
palikowski

Era G1 - wrażenia

Pewien czas temu sprawiłem sobie prezent w postaci telefonu Era G1. Dość długo wybierałem tę słuchawkę i kupiłem ją w pełni świadomy jej wad i zalet, jak się okazało większość się sprawdziła. Poniżej kilka uwag jakie mi się zebrały po 3 miesiącach użytkowania telefonu.

Wygląd. Od początku mi się podobał, nie wiem dlaczego uważa się go za kiepski. Telefon robi odpowiednie wrażenie, szczególnie jak odpalić ogromy wyświetlacz, dający jasny i wyraźny obraz. Fotki tego telefonu na google.

Interfejs i ekran dotykowy. Ekran reaguje na dosłownie każde muśnięcie, interfejs jest dedykowany do takiej obsługi - czego chcieć więcej? Może tego aby niektórzy twórcy softu bardziej dbali o wykorzystanie możliwości telefonu. Przykładowo aplikacja Shuffle (lista zadań) pozwala szybkim ruchem palca w prawo "skreślić" (czyli oznaczyć jako zakończone) kilka zadań, a ruchem w lewo usunąć przekreślenie. Większość aplikacji jednak wymaga kliknięcia w pozycję na liście i wybrania jednej z kilku dostępnych akcji. Ale to kwestia czasu. Jeśli chcecie poznać trochę bliżej interfejs to znalazłem bardzo fajny symulator.

Telefon. Podstawowa funkcja czyli wykonywanie połączeń telefonicznych - w normie, bez żadnych niespodzianek, jest wszystko co mi potrzebne a więc rejestr rozmów, lista kontaktów, ulubione kontakty, grupy itd.

Kontakty. Przyznam, że dałem sobie spokój z szukaniem jakiegoś działającego softu do synchronizacji/zarządzania kontaktami w telefonie i korzystam już tylko z kontaktów utrzymywanych na Google, na które wrzuciłem wszystkie z outlooka, ale dla wielu osób brak takiej integracji może być wręcz podstawową wadą telefonu. Było to też dla mnie niezbyt miłe zaskoczenie, bo nigdzie chyba nie przeczytałem przed zakupem że będzie z tym aż taki problem.

12
li.
2009
magda

Audiobook "Włoski Gramatyka" z Nexto.pl - recenzja

Języka włoskiego uczę się od ponad roku i prawdę mówiąc ciężko mi było znaleźć na rynku dobry podręcznik za rozsądną cenę. Postanowiłam wypróbować wyżej wymieniony audiobook. W opisie produktu przeczytałam, że jest to oferta dla początkujących i średniozaawansowanych, więc miałam nadzieję, że będzie przydatny.

Po pierwszym przesłuchaniu okazało się jednak, że materiał odpowiedni jest raczej dla słuchaczy początkujących i posłużył mi bardziej do powtórki, aniżeli do przyswojenia nowych zagadnień. Niemniej jednak, mogę go polecić ze spokojnym sumieniem właśnie osobom początkującym. Zagadnienia gramatyczne przedstawione są w sposób bardzo zrozumiały i poparty przykładami. Lektorzy mówią wyraźnie, a pani włoszka ma nawet dosyć włoski akcent, więc pod tym względem jest nieźle.

Każdy dział zakończony jest zadaniami, więc można się sprawdzić. Jedyne co może denerwować to wykorzystywanie w przykładach ciągle tych samych słów, co jest trochę nużące. Zapewne jest to podyktowane poziomem zaawansowania docelowych słuchaczy, ale bez przesady, można przecież przy okazji byłoby poszerzyć słownictwo.

Plus również za umieszczenie dodatkowo materiałów w formacie PDF. Jak kogoś już zdenerwuje słuchanie to można sobie wydrukować, poczytać i porobić zadania. Ja w każdym razie czekam na coś bardziej zaawansowanego. Saluti.

Subskrybuj zawartość