felietony

20
cz.
2014
palikowski

Open Source jest tylko dla odważnych? Czyli jak wybieramy system dla siebie

(źródło paska - dilbert.com)

Mam czasem wrażenie, że marketingowcy sprzedający gotowe, pudełkowe, komercyjne produkty starają się "ustrzec" swoich klientów przed Open Source. Bo przecież płacąc za komercyjny produkt dostajesz:

a) wsparcie producenta lub dealera,
b) nowe funkcje, poprawki do błędów, łatki bezpieczeństwa
c) lata pracy doświadczonego zespołu, który skroił produkt gotowy do użycia, idealnie dopasowany, niemal bezobsługowy...

Decydując się na Open Source masz za to same problemy:

a) wsparcie i tak musisz wykupić na rynku, jako polisę ubezpieczeniową w razie awarii, która może zatrzymać Twój biznes,

b) nowe funkcje, poprawki i łatki są - o ile akurat ktoś będzie miał czas i chęć je napisać (czytaj - jedna wielka loteria i brak gwarancji),

c) lata pracy zespołu - może nawet większego i pracującego (sumarycznie) dłużej, ale zupełnie nieskoordynowanego, więc czasem ciągnącego wóz w 2 albo 3 (albo 5) różne kierunki, walczącego ze sobą. Czytaj - produkt jest pełen śmieciowego kodu, nie ma w nim za grosz konsekwencji i tak dalej...

Prawda jest jednak taka, że... nie ma idealnych rozwiązań i wszystkie powyższe stwierdzenia zawierają ziarenka prawdy. Te ziarenka, kiedy je rozsypiesz na stole i postarasz się poukładać w jakąś sensowną całość (np. podczas analizy jaki produkt wybrać) potrafią stworzyć fascynującą, ale niesamowicie skomplikowaną macierz kosztów, wymagań, zagrożeń, znanych problemów, ryzyk i szans - nie do ogarnięcia przez typowego decydenta, który szuka rozwiązania klasy CRM, CMS/WCM, ECM czy innego (o ERP nawet nie wspominam, bo to nie moja liga i tylko sobie wyobrażam jak tam musi być hardkorowo :P).

26
wrz.
2006
palikowski

Nowy wspaniały świat

Czasem człowiek nawet nie wie że coś potrafi, zanim tego nie spróbuje.

Mama i tato często czytali mi do snu, a babcia żeby mnie czymś zająć przez cały dzień pokazywała mi literki i cyferki, chociaż nie chodziłem jeszcze do szkoły.

Tego wieczoru rodzice oglądali jakiś film i zapomnieli o mnie, mi nie chciało się wcale spać, a książka leżała sobie przy łóżku. Wtedy kolejne przygody mojego ulubionego bohatera były co najmniej taką rozrywką jak najnowszy odcinek ulubionego serialu, nie mogłem się doczekać!

18
kw.
2006
palikowski

Reklama - fascynujący kameleon

Dziś troszkę o mojej obsesji reklamowej. Mam fioła na punkcie karmienia nas paszą promocyjną. Nie znam się szczególnie na temacie, więc jeśli trafią tu jacyś specjaliści - potraktujcie to jako raport z konsumenckiej strony barykady.

* Fascynacja

Siedzę przed telewizorem. Właśnie skończyły się Wiadomości. Moja żona i teść wpatrują się w ekran, ja z nimi. Na co patrzymy? Na reklamę soku owocowego. Widzieliśmy ją już 10 razy, ale i tak patrzymy. Proszki, kremy, podpaski. Czasem ktoś rzuci "O matko znowu ta denna reklama Ariela"... Ale i tak patrzymy.

22
lt.
2006
palikowski

Prawie jak Kiedyś

(tekst archiwalny, publikowany na gildia.pl)

"Ręce spociły mi się już w autobusie. Ściskany w dłoni plik banknotów był już cały mokry kiedy wręczałem go facetowi za ladą mówiąc drżącym głosem - "poproszę nową płytę S...". Szybko zabrałem skarb do domu i położyłem na półce obok zdezelowanej pseudo-wieży Techinkcsa. Teraz należało zachować spokój, wyczekać aż rodzinie skończą się pomysły na zajęcia dla najmłodszego - posprzątaj pokój, odkurz, wynieś śmieci, chodź na obiad... [Cholerne obiady, gdybym słuchał muzyki zamiast jeść w wieku lat 25 nie wyglądałbym jak Jack Black z Tenacious D :-)]. No w końcu, chyba mam czas dla siebie. Kaseta szybko zostaje rozpakowana, z namaszczeniem oglądam wkładkę, czytam każde słowo (nawet niezrozumiałe podziękowania), przypatruję się grafikom w środku... W końcu nadchodzi czas na całkowite oddanie się Muzyce. Wkładam kasetę do kieszeni magnetofonu, gaszę światło. Słuchawki podłączam już 'na ślepo'. Kładę się wygodnie, zamykam oczy i wciskam "play". Szum powoli sączy się w uszy, za parę chwil zmieni się w dźwięki pierwszego utworu..."

02
lt.
2006
palikowski

Byle Jakoś(ć)

Żyjemy w świecie z powieści SF. Otoczeni zabawkami za grosze, które kiedyś kosztowały miliony. Dzięki tym gadżetom możemy być zasypywani szerokim potokiem ludzkiej kultury. Kultury zakażonej bylejakością.

*KREACJA*

Nie trzeba dużych nakładów aby zacząć raczyć innych wytworami swojej wyobraźni. Film, muzyka, tekst i fotografie - wszystko to można tanio wyprodukować i upublicznić. Jednak tanio nie znaczy dobrze. Aparat za 200zł nie zrobi ładnego zdjęcia. Mikrofon za 20zł nie nagra czystego dźwięku.

Twórcy często poświęcają dążenie ku jakości - "nie mam środków na profesjonalizm, robię na tym co mam. Jakoś to będzie". Czy taka decyzja wpływa na proces twórczy? Zmienia podejście do samego dzieła?

Subskrybuj zawartość