muzyka

01
paź.
2009
palikowski

Dziwki Picz - czyli Cansei de Ser Sexy

UWAGA DZIECI! Ta notka powstaje na zamówienie mazeera ( http://mazeer.blog.pl/ ), który nie może żyć bez połechtania go po art-cycu i possania jego art-dziurki.

Płyta którą tym razem mi sprezentował to coś co tygryski mojego pokroju (zdegustowane radiowoemtivivatelewizyjną sieczką) lubią najbardziej.

Na wstępie dowiadujemy się, że CSS (tak się w skrócie nazywa kapela) jest do bani. Hasło CSS Suck's kojarzy mi się z Primusem, który na swoich koncertach również zachęcał publikę do krzyczenia 'Primus Sucks!' i również był świetną kapelką. Ogólnie ostatnimi czasy epidemia emo spowodowała, że mało jest kapel mających dystans do siebie więc już na wstępie plus za to.

Z dalszych kawałków wynika, że Cansei de Ser Sexy (to pełna nazwa) to grupa lubiąca wypić, podupczyć i poimprezować, za co kolejne trzy plusy należą się jak nic. Kolejny za wyszydzanie w tekstach swojego własnego środowiska, szczególnie tego bardziej snobistycznego, co widać np w kawałku:

"I ain't no art-ist
I am an art-bitch
I sell my panties to the men i eat
I have no port-fo-lee-o
Cuz i only show
Where there's free al-co-hol
[...]
Lick lick lick my art-tit
Suck suck suck my art-hole"
(Art Bitch - http://www.tekstowo.pl/piosenka,cansei_de_ser_sexy,art_bitch.html)

Jeśli wziąć pod uwagę historię zespołu - podobno założonego na jednej z wielu imprez na których przyszły skład (pięć babek i facet) się bawił - jestem w stanie uwierzyć w te teksty, przynajmniej dopóki nie uderzy im sodówa do głowy. Płyta Cansei de Ser Sexy jest debiutem (najpierw wydana w Brazylii, skąd pochodzą, rok później reedycja w SubPop).

Co więcej, kolejne plusy za to, że autor(ka) tekstów deklaruje jakoby naprawdę kochał(a) muzykę, co próbuje udowodnić słowami:

10
sie.
2009
palikowski

Plotka Głossi że...

...wielkim trio Gossip jest.

Mógłbym tu zakończyć, odesłać was na jakąś torrentownię lub do sklepu z muzyką, ale nie byłbym sobą, gdybym choć trochę nie poznęcał się nad klawiaturą.

Skarżyłem się kiedyś, że tak zwani znajomi zawalili sprawę nie uświadamiając mi istnienia polskiego rarytasu jakim jest Homosapiens. Tym razem w pełni się zrehabilitowali podrzucając mi do auta płytkę z zestawem pieśni kapeli Gossip. Chwała wam za to!

Jak widać na zdjęciu wokalistka zespołu nie jest drobniutkim wypierdkiem, kolejną sklonowaną britnej. To fest babsztyl, przy którym Anastasia (również niechuda wokalnie dziwucha) wygląda jak z dokumentu o anoreksji. Tęga baba, tęgi głos, momentami zalatujący Janis Joplin a miejscami brzmiący cichutko i cieplutko. Barwa wyjątkowo miodna, od szeptu po zdzieranie gardła jak na prawdziwą rockendrollową panienkę przystało.

Rockendrollową, bo muzyka Gossip to C-4 zaklęte w typowe power trio: perkusja, bas, gitara - w tej kolejności. Perkusista łomocze jak opętany w co popadnie, jednak przy okazji generuje naprawdę pierwszorzędną rytmikę - niby prymitywną ale czasem przełamaną czymś w rodzaju ataku padaczki. Bas gryzie nas w ucho przesterowanym i zardzewiałym metalicznym zębem. Często gra wpadający w ucho motyw przewodni albo pulsujący transowy groove. Razem do kupy wdziera się to do nieprzygotowanego mózgu słuchacza i zostawia trwały ślad. Gitara dodaje temu wszystkiemu punkowo-funkowe zacięcie znane z choćby RHCP.

Wszystko razem ciężko opisać, ale gdyby zmielić stare kasety z nagraniami faith no more, ratm, rhcp, sonic youth, dodać wióry z zeszredowanych CD zawierających nagrania queens of the stone age, yeah yeah yeahs, white stripes i dodać szczyptę nomeansno czy fugazi - myślę, że smakowałoby dość podobnie.

Kudosy i ukłony za polecenie kapelki w stronę Macieja (mazeera) - pozdrowienia dla niego i jego Prawej i Sprawiedliwej żony ;).

03
gru.
2007
palikowski

Kobiety - Amnestia

Kobiety. Co za głupia nazwa dla zespołu, pomyślałem czytając recenzję Amnestii w Machinie. No ale sprawdzić wypada, szczególnie, że dotąd nie miałem okazji a nawet nie kojarzyłem co ta formacja grywa. Zapisałem sobie w notatniku nazwę płyty i zespołu nawet.

Jakie to szczęście że nie zapomniałem o tej notatce - jak to mam w zwyczaju! Teraz wiem, że Kobiety dołączą do ścisłej czołówki moich ulubionych kapel.

25
wrz.
2007
palikowski

Pogodno - Opherafolia

Ostatnia płyta Pogodno nie od razu mnie przekonała. Na szczęście jedno słabsze miejsce i kilka solidnych średniaków nie przesłania reszty, powiedzmy to głośno, przecudnej.

Przecudna to dobre słowo określające muzykę Pogodno.

Zaczyna się dość zagadkowo i przestrzennie, niepokojąco. "Tafle szkła" świetnie wprowadzają nas w nastrój zadumy, skupienia, przykuwają uwagę słuchacza, który odkłada robótki ręczne, wyłącza telewizor, nintendo, komórkę, aby...

22
mrz.
2007
palikowski

Homosapiens - Big Frank

p(obrazekp). !

No nie wiem do cholery dlaczego moi *tak zwani znajomi* mi homosapiensa nie polecili wcześniej! Pytam się czemu!? Nie gadam z wami!

Może sami nie znają? Trzeba coś z tym zrobić.

22
st.
2007
palikowski

Iluzj0n czy dentysta?

Piątek 19 stycznia zapisał się przynajmniej dwoma ważkimi wydarzeniami w mojej pamięci. Po pierwsze w końcu udało się mojej żonie wygonić mnie do dentysty. Ponieważ głupio mi było nie pójść po tym, jak jej borowano bolącego zęba bez znieczulenia (w ciąży nie przysługuje), wybrałem się tam z sercem na ramieniu ale bez piśnięcia. Okazało się, że nie taki diabeł straszny i bardziej niż pierwszy zabieg zabolał mnie wynik badania - okazało się że całość leczenia będzie mnie kosztował około 1000 zł.

18
gru.
2006
palikowski

Muzyka do mycia okien

Jak zwykle przed świętami jest kilka zagadnień, których ominąć w żaden sposób się nie da. Jeśli ktoś wie w jaki sposób przekonać domowników, że mycie okien nie jest do szczęścia potrzebne, to niech do mnie napisze! O ile okna jeszcze przepuszczają chociaż kilka procent światła (aby dało się odnaleźć pilota tv, włącznik komputera i trafić ręką w miskę z popcornem w południe), to jak dla mnie jest całkiem ok.

No ale jak dotąd nie udało mi się wymyśleć żadnego skutecznego uniku, więc muszę do tej pracy się zmotywować. Moja technika jest taka sama jak przy cotygodniowym myciu podłóg, czyli muzyka.

21
cz.
2006
palikowski

Cool Kids of Death - 2006

[img_assist|nid=156|title=ckod 2006 - okładka|desc=|link=node|align=left|width=180|height=180]

Zaraz, zaraz, co jest?! CKOD, ten obciachowy, komercyjny band, wykreowany przez wytwórnię tutaj?

Postanowiłem napisać krótki tekst na temat tego albumu bo zewsząd słyszę takie właśnie komentarze na ich temat. A ja wam mówię - nie słuchajcie krytyków, kolegów, recenzentów, *posłuchajcie samej płyty!*

*Warstwa muzyczna* na pewno nie należy do specjalnie odkrywczych klimatów - przesterowany bas i zawodzące gitary, nieskomplikowane rytmy, nieco brudnej elektroniki, melodie zupełnie przyjemne, czasem banalne. Wokal jak zwykle wyrazisty i po prostu albo się komuś podoba albo nie, dla mnie *histeryczna maniera pasuje jak ulał do tekstów*. Atutem jest dopracowane brzmienie - coś czego mi brakowało na poprzednich płytach. W skrócie - gitarowy, czasem zbyt prosty, rock and roll, podobny do muzyki placebo, muse czy white stripes. Słucha mi się całkiem przyjemnie a melodie zapadają w pamięć.

Subskrybuj zawartość