25
wrz.
2007
palikowski

Pogodno - Opherafolia

Ostatnia płyta Pogodno nie od razu mnie przekonała. Na szczęście jedno słabsze miejsce i kilka solidnych średniaków nie przesłania reszty, powiedzmy to głośno, przecudnej.

Przecudna to dobre słowo określające muzykę Pogodno.

Zaczyna się dość zagadkowo i przestrzennie, niepokojąco. "Tafle szkła" świetnie wprowadzają nas w nastrój zadumy, skupienia, przykuwają uwagę słuchacza, który odkłada robótki ręczne, wyłącza telewizor, nintendo, komórkę, aby...

...dostać po uszach w następnym kawałku "skurwiałymi zdobywcami złotych lwów". "Sfinks" to jak dla mnie nowe oblicze Pogodnej ekipy. To jest jakiś zgrzyt, brud, w warstwie muzycznej i przede wszystkim słownej. Toż to jakieś perwersyjne strofki. Toż to w końcu jawny atak na epatujące z ekranów wszelakich 'gwiazdy' w 'produkcjach'.

Uff, ostro i bez znieczulenia. Pierwszy numer do listy ulubionych z tej płyty i szacuneczek za brak litości dla 'najlepszego sajensfikszyn waszego życia' jakie serwują nam massmedia.

Następnie jest bardziej - nomen omen - pogodnie i (w końcu) z żeńskim wokalem. Przemiła "Alinka" - kolejny hicior z tej płyty, jak się rano wkręci to do wieczora się go nuci. Szkoda że tak mało na albumie słyszymy ten 'kochany' głos (Anny Brachaczek?). Już poprzednio, na "Pielgrzymce Psów", byłem zawiedziony takim stanem rzeczy a tu proszę, znowu Budyń sobie zawłaszcza większość płyty (Na jego zakichane szczęście robi to świetnie).

"Międzymordzia" zaczynają się brudniejszymi zagrywkami, tekst do mnie nie trafił, ale numer jest krótki i dość energetyczny, więc nie cierpię, szczególnie, że po nich pojawia się...

...jęcząca gitara, jęczący Budyń i pojękujące chórki w "Ekwador Lou". Kolejny hit, z niemiłosierym brzmieniem wiosła, melodyjnymi, bujającymi zwrotkami i finiszem w zupełnie innym stylu, gdzie pojawia się nasza (moja?) 'kochana' wokalistka :).

Czyli Pogodno w świetnej formie. Czeladnik Ekwadorski trafia na toplistę do samochodu na wakacyjną trasę po Pieninach :).

A dalej jest jeszcze lepiej. Krótki "Fenomeno", a konkretnie refren zostaje w pamięci od pierwszego odsłuchania. Takie rzeczy tylko u Budynia :). Mistrzostwo - siu-siu, klik-klik i jest już na wakacyjnej ścieżce dźwiękowej. Żona nuci go już po 2 razie, chyba ją zaraziłem.

No to może w końcu jakiś słabszy kawałek? "Knieje" się knieją, snują, szumią, ale cholernie potrafią się wkręcić, np. podczas jazdy samochodem przez deszcz i las. Oddalone pianino kojarzy mi się z Coldplay albo Moby, wokale z czymś zupełnie z kosmosu. Pięknie.

Jak już wyszumią się te knieje to wyłazi z nich "Pijak Śmierdziuch" z nieco doorsowo brzmiącym zaczątkiem, z którego wysnuwa się zgrzytający i motoryczny pędzący numer z mocno kontrowersyjnym tekstem. Warto sie wsłuchać, bo po "Sfinksie" to drugi sygnał, że Pogodno tekstowo dryfuje do mocniejszych, społecznych i bez znieczulenia podanych tematów. Na szczęście słowa napisane są w bardzo nieprzyziemny sposób, co bardzo pomaga w nie byciu "patośnym".

"Basia" daje nam chwilę na oddech i oderwanie się od ziemi; lecimy na dęciaku coraz wyżej i wyżej, kończąc gdzieś w galimatiasie dźwięków jazzowo-swingowo-knajpianych. No i nagroda ostateczna to znowu 'kochany' (będę to powtarzał bez końca) wokal zespołowego rodzynka (nie mylić z rydzynkiem).

Niezauważalnie kawałek przenika w "rym cym cym czyli lot". Najbardziej niezrozumiała dla mnie rzecz na płycie. Ja pojmuję że seks drags and telefaks, ale za ten jeden kawałek mam żal, bo mnie zwyczajnie denerwuje, zmusza do kliknięcia/wciśnięcia next, pamiętania żeby go nie nagrywać na płytę do auta, ominięcia go jakoś, wymazać z pamięci.

Nie mam tego samego dealera, nie ruszają mnie te z pewnością głęboko uzasadnione słowa. Dla mnie to bełkot (może powinienem zobaczyć sztukę teatralną, do której płyta jest jakoby ilustracją muzyczną?). Przykro mi, nie ten kosmos.

Dalej będzie już tylko lepiej. Wpierw "Pruj skaj" pruje po dźwiękach i buja na falach. Przyjemne całkiem, a na koniec dostajemy syntezatorową jazdę, która na koncertach powinna zmusić ludzi do szaleństwa pod sceną :).

No i powoli finiszujemy. "Wezio Song" to mój czarny koń na tej płycie, coś co mną rzuciło o glebę, więc przytoczę refren:

"Nawet jak mi zamkniesz oczy i tak,
ci przemycę co chcę, bo matrycę mam,
i w nią sama się wpasujesz,
czujesz mnie, ale chujnia, czujesz?"

Nie wiem jak oni to zrobili ale streścili w tych 4 linijkach cały ten pierdolony marketingowy szajs jaki dostajemy na co dzień zewsząd. A gitarowy odjeb zaraz po refrenie idealnie tu pasuje.

*Szacunek Wielki Dla Pogodno za ten numer*

Słusznie czy niesłusznie - bardzo mi to pachnie przekazem spod znaku CKOD... zaznaczę na boczku, że mam do CKOD jak najpozytywniejszy stosunek.

"Finał" zbiera z kilku kawałków do kupy to i owo, zamyka nam ładnie płytę, świetnie kompiluje kilka motywów muzycznych i mimo wszystko miło się go słucha.

Po finale jest jeszcze "Studio Zew", będący jakimś chyba postscriptum, podsumowaniem tego co usłyszeliśmy, epitafium dla płyty a może nawet samego jej nagrywania. Wyczuć ciężko ale kawałek bardzo fajny i 'kosmiczny' :).

O matko, ależ się rozpisałem.

Czy warto kupić Opherafolię? Ależ oczywiście! Myślę że to najdojrzalszy, najlepszy, najbardziej frapujący zestaw niepogodnych numerów tego zespołu. Czuć, że przekroczyli jakąś granicę i mam wrażenie, że następna płyta to będzie albo kompletna porażka albo czysty geniusz.

Tylko proszę, bez rym cym cymów!

a ty kopiłeś? bo tekst

Wpisał gość (niezweryfikowany) 2 November 2007 - 1:58pm.

a ty kopiłeś?

bo tekst Wezio Song jest trochę inny niż zacytowany
;)

oczywiście że miałam

Wpisał gość (niezweryfikowany) 2 November 2007 - 1:59pm.

oczywiście że miałam napisać "kupiłeś?"

pisałem z pamięci :)

Wpisał gość (niezweryfikowany) 5 November 2007 - 11:44am.

pisałem z pamięci :)

ale kurcze sprawdziłem

Wpisał palikowski 5 November 2007 - 11:48am.

ale kurcze sprawdziłem właśnie i jest identyczny z tym jaki zacytowałem... więc nie wiem skąd to podejrzenie że nie kupiłem ... chociaż nie kupiłem :D

ja byłam zaraz po premierze

Wpisał anula (niezweryfikowany) 11 November 2007 - 8:10pm.

ja byłam zaraz po premierze tejże płyty na koncercie (Kielce)było bajecznie!

halo halo a gdzie "Et (slajd

Wpisał czoko (niezweryfikowany) 16 November 2007 - 2:00pm.

halo halo a gdzie "Et (slajd ritern)" ? :)

a co do "rym cym cym czyli lot", też czasem pomijam ten kawałek słuchając Opherafolii ale strasznie kojarzy mi się własnie z jakimś dramatem na deskach, z głosami jakichś wieczorno-zimowych zjaw, z jakimś obłędem, ze schizofrenią (Alinki?) :) ale to tylko takie moje skojarzenia.
A jeśli chodzi o całą płytę, jest fantastyczna. Nie zdziwiło mnie to wcale. Pogodno uznałam za genialny zespół już jakiś czas temu. I cholernie się ciesze, że są tacy ludzie, którzy tworzą coś tak niesamowitego i działającego na szarego człowieczka. Bez nich utonęlibyśmy w "szambie".

:)

et mi umknęło bo traktuję

Wpisał palik (niezweryfikowany) 28 November 2007 - 9:12am.

et mi umknęło bo traktuję go jako dokończenie kawałka sprzed rozmowy telefonicznej :)

Człowieku "Rym cym cym

Wpisał buszmen (niezweryfikowany) 21 February 2008 - 8:12pm.

Człowieku "Rym cym cym czyli lot" to podstawa tej płytki :)

se pozwolę wyrazić

Wpisał palik (niezweryfikowany) 22 February 2008 - 2:08pm.

se pozwolę wyrazić odrębną wręcz najsamprzeciwną opinię, a co mi tam :)

POLAKOM GRATULUJEMY POGODNO

Wpisał bakus (niezweryfikowany) 8 January 2009 - 10:05pm.

POLAKOM GRATULUJEMY POGODNO

Chyba POGOdno patrząc na

Wpisał szamba (niezweryfikowany) 27 August 2010 - 9:16pm.

Chyba POGOdno patrząc na tegoroczne lato...